RE Survivor

 

Platformy

  2000 - PlayStation
  2003 - PC

  Opis. wersja: PSX


 

Resident Evil: Survivor (opcjonalnie japońska nazwa gry Biohazard: Gun Survivor) ukazała się nieco niespodziewanie w roku 2000 na konsolę Sony Playstation. Nie odniosła tak wielkiego sukcesu jak poprzednie części, a głównie za sprawą słabej oprawy graficznej i dość dużych zmian w przedstawianiu przygody.

Zacznijmy od historii. W roku 1998 Raccoon City zostaje zniszczone z powodu rozprzestrzeniającego się w diabelskim tempie wirusa. Jednak na oddalonej od miasta wyspie Sheena Island Umbrella wciąż prowadzi tajne badania nad kolejnymi typami broni biologicznej. Znany nam z Resident Evil 2 Leon S. Kennedy wysyła tam swojego przyjaciela Ark'a Thompson'a, by ten zbadał sprawę. Mężczyzna rozpoczyna śledztwo i zauważa, że większość mieszkańców pracuje dla korporacji. Wkrótce okazuje się, że wszystkiemu przewodniczy Vincent Goldman – nieludzki tyran, niewrażliwy na ból i krzywdę innych. Ludzie obracają się przeciwko niemu, a ten z kolei rozprzestrzenia pod pozorem wypadku T-virusa w woli zemsty. Przyjaciel Leon'a próbuje powstrzymać Goldmana. W wyniku wypadku (intro) Ark traci pamięć. Nieznana osoba wmawia mu, że to on jest człowiekiem odpowiedzialnym za zniszczenia w mieście. Jednak bohater nie poddaje się i wkrótce, spotykając na swojej drodze młodego chłopca i jego siostrę, dochodzi do prawdy i odzyskuje pamięć. Cała ta historia przedstawiona w RE: Survivor jest owiana tajemnicą i warto poznać ją dogłębnie, więc zachęcam do zagrania.

Teraz parę słów o budowie gry. Ta część sagi różni się pod wieloma względami od poprzedniczek. Oczywiście na pierwszy rzut oka widać, że całą przygodę obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby - FPP (First Person Perspective), co ma znaczący wpływ na grę. Zmienia się nieco kontrola postaci i walka z przeciwnikami. I tak możemy używać albo zwykłego pada, albo Light Guna, aczkolwiek sterowanie tym drugim może okazać się trudne (dla przykładu bieg to potrójne przyciśnięcie spustu, by iść do przodu trzeba wycelować poza ekran i strzelić). Jak widać nie jest to za bardzo wygodny sposób poruszania się, więc niewtajemniczeni niech lepiej wezmą do ręki Dual-Shocka. Dzięki zastosowaniu perspektywy pierwszej osoby mamy możliwość strzelania w różne partie ciała przeciwników, co jest nowością w serii. Jeśli chodzi o konstrukcję gry, to jest ona raczej prosta. Nie mamy ani zbyt wielu przedmiotów do zebrania, ani zagadek do rozwiązania. Jednak da się zauważyć rozwidlenia w fabule, co sprawia, że gra nie jest aż tak do końca liniowa. Dla przykładu mamy trzy drogi: kino, sklep lub kościół i wszystkie wyprowadzają nas na tą samą uliczkę. To się powtarza kilkakrotnie. Do zwykłego guna mamy nieskończoną amunicję, noża nie uwzględniono. Kolejna sprawa to brak możliwości zapisania stanu gry podczas przygody, co oznacza, że trzeba usiąść i przejść cały, krótki scenariusz za jednym razem.

Szata graficzna gry jest bardzo przeciętna, żeby nie użyć słowa „słaba”, lecz ma na to wpływ na pewno zastosowana perspektywa FPP, która sprawia, iż wszystko widzimy w zbliżeniu. Generalnie da się zauważyć, że postaci i przeciwnicy składają się z małych kwadratów, a wszystko jest kanciaste. Widać takie niedoróbki, jak brak odstępu między palcami Arka. Jako że mamy różne rodzaje budynków - od zwykłych sklepów przez kanały, restaurację aż po kościół, to i wystrój pomieszczeń jest zróżnicowany. Przede wszystkim głównym motywem przewodnim są ponure, ciemne tła, które wprowadzają w stan przygnębienia i budują nieco inny klimat od tego nam już znanego. Detalizacja pokoi jest również różna. Niektóre pomieszczenia są wykonane dobrze, z drobnostkami włącznie, inne zaś składają się z małej ilości elementów składowych. W każdym razie odcienie zastosowane w grze sprzyjają budowaniu niezłej atmosfery. Jeżeli chodzi o przerywniki, to uświadczymy dosłownie kilka filmów FMV i wcale nie większą ilość cutscenek w real time.

Dźwięk w wersji na konsolę Sony Playstation jest niskiej jakości, głosy aktorów brzmią niekiedy dziwnie albo nawet sztuczne, jakby były stłumione. Co do teł muzycznych – to da się dostrzec zarówno zalety, jak i wady. Dużym plusem jest zmiana muzyki na bardziej przygnębiającą, klimat nie pozostaje na to obojętny. Wraz z grafiką wyszło to całkiem nieźle. Są jednak tracki gorsze, wręcz niedopasowane do dziejących się na ekranie wydarzeń, szczególnie te w późniejszej fazie gry. W Resident Evil 2 czy Resident Evil 3 Nemesis, gdy pojawia się niespodziewanie jakiś przeciwnik, muzyka się zmienia na szybką i zagrzewającą do walki. Tutaj zaś ten trik się zbytnio nie udał autorom, bo czasami nie wsłuchując się, nawet nie zauważymy zmiany tła. Ogólnie, nie licząc niskiej jakości dźwięku, muzyka w RE: Survivor daje radę, jest przeciętna. Pomimo kilku niedopasowanych teł muzycznych jest jednak elementem gry budującym pewien klimat.

Przeciwnicy są zróżnicowani. Oprócz zombie mamy w grze masę znajomych z poprzednich części, a są to m.in.: Lickery (znacznie łatwiejsze do pokonania niż te z Resident Evil 2, ale za to teraz łażą po ścianach i sufitach), Huntery (również słabsze, można się z nimi ganiać nawet po ciasnych pomieszczeniach), krokodyle giganty (w grze zetkniemy się nawet z dwoma na raz), pająki (ich jedyna ofensywa to jad), ćmy (niezwykle proste do wyminięcia), cerberusy (występują w stadach, raczej łatwe do ominięcia, ewentualna walka z nimi może okazać się bezsensowna), rośliny (słabe w tej odsłonie), inni znajomi z wcześniejszych części, no i wreszcie Tyrant (spotykamy go kilkakrotnie w wersji znanej nam z Resident Evil 2, czyli T-003 ubrany w płaszcz oraz trzech innych na różnym stopniu przeobrażenia pod koniec gry). Detale przeciwników, jak już wspominałem przy okazji grafiki, nie są wysokie. I jakby tego było mało, na dodatek spadła inteligencja niektórych z nich, co ma duży wpływ na stopień trudności gry. Czasami zombie zamiast nacierać na Arka, oddalają się od niego, niekiedy nawet się potykają (ciekawe urozmaicenie).

Podczas gry przemierzamy praktycznie przez całą, tajemniczą wyspę, odwiedzając różne miejsca takie jak: sklepy, kino, szpital, kościół, kanały, fabrykę, siedzibę Umbrella'i, domy czy więzienie. Pomysły zdają się być interesujące, zróżnicowanie budynków sprawia, że cała przygoda staje się choć trochę ciekawsza. Ilość miejsc niestety nie odzwierciedla długości gry, normalnie można ją przejść w nieco ponad pół godziny na najniższym poziomie trudności, na wyższym zajmie to nieco dłużej. Podsumowując, należy powiedzieć, że pomimo przeciętnej grafiki, dźwięku niskiej jakości, kilku innych drobnych niedoróbek, a także faktu, iż przygoda jest bardzo krótka, to gra RE: Survivor jest warta uwagi, gdyż przede wszystkim broni ją przedstawiona historia z interesującymi dokumentami oraz ciekawe lokacje. Pozycja, myślę, obowiązkowa dla fanów serii. Dla lubiących gry FPP również polecam grę, a chociażby po to, by spróbować nowego doświadczenia, jakim jest niewątpliwie połączenie Survival Horroru z Shooterem.

 
Resident Evil: Marhawa Desire #4

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

X