|
IMPREZA W RACCOON CITY, C.D. BY KAMIL
Nie żeby coś tego ze mną nie tak, ale taka forma opowiadań podpasowuje mi najbardziej ;] Taka jakby kontynuacja Iprezki w RC tym razem w formie wierszyka... ;]
Idę sobie polną drogą,
Nogi mnie już boleć mogą...
A tu patrzę na tę drogę,
Coś mi ciągnie lewą nogę!
I co widzę? Cztery łapy!
A na łapach pies kudłaty!
To mu kopa, raz i drugi,
Śliny dwie trysnęły smugi...
Pies jak monstrum gryzł mi buta,
Niedaleko stoi huta.
Biorę drąg, co leżał blisko
I zaryłem w wściekłe psisko.
Pies, wciąż żywy, na mnie zerka,
Myśli, że się bawię w berka.
Rzucił się on stronę mą,
To chwyciłem za mój drąg.
Znowu strzał, raz i drugi,
Znów śliny pociekły strugi.
Psa gdzieś hen tam odrzuciło,
I mi się zrobiło miło.
Pies nie daję za wygraną,
Biegnie, z w głowie wielką raną
Dopadł mnie i odgryzł rękę,
Straszną tam cierpiałem mękę...
Drąg chwyciłem ręką prawą,
I rąbnąłem psowi rzwawo.
Ten się dobrał do mej nogi,
Zęby miał on niczym rogi.
Ja torując sobie drogę,
Przywaliłem w tomże nogę.
Pies znudzony patrzy na mnie,
Ja, drąg wbity w lewe ramię,
Noga w częściach jest na drodze,
"Pożałujesz!" - mówię srodze.
Wten pies nam mnie głupio zerka,
Znów chce grać ze mną w berka!
Wbiłem drąg ów prosto w ziemię
"Chyba zdechnę tu przez ciebie!"
A pies patrzy na mnie z bliska,
Widze, śmieje mu się pyska!
"Ożesz..." - mówię śmiało,
Lecz mnie nagle coś zatkało...
Oto pies nogę podnosi,
Leje i mą rękę tarmosi.
Bieże ją pewnie w zęby,
A krew sączy się mu z gęby...
I ucieka z ręką moją,
Czuję że mam spodniach Jojo.
Biorę rzucam w kundla pewnie,
A ten coraz szybciej biegnie...
Jojo, że na gumce było,
To czym prędzej zawróciło.
Tak dostałem w łeb piłeczką,
To mnie przymuliło deczko...
Psa nie widać, a ja leżę,
Wstanę, pójdę - ja w to wierzę
Wstałem idę sobię drogą,
Już niestety z jedną nogą...
Idę sobie koło drogi,
Nie mam ręki ani nogi...
Jaki morał z tej "piosenki"?
Można chodzić i bez ręki...
Kontakt z autorem: kamilzabrze@interia.pl.
|